PalletShipping / OriginalShipping
Kind of sad, gentle story.
Red/Green Ash/Gary Satoshi/Shigeru
English, original version, wroten by: Marrl.
Link is in description.
Thank you.
Śnieg.
Pierwsze płatki śniegu spadały z nieba. Lądowały wszędzie: na dachach fomóe, na wilgotnych kamieniach i na włosach ludzi, którzy byli na zewnątrz. Wiatr był zimny, mimo tego, że było dzisiaj spokojnie. Chłodna pogoda nie przeszkadzała przechodniom, ponieważ nosili ciepłe ubrania. I, oczywiście, rozgrzewała ich także panująca atmosfera. Nawet gdy niebo stało się czarne jak smoła, kolorowe światełka migotały wszędzie na klasycznych, sklepowych znakach i w gablotach. W niektórych miejscach w miastach stały choinki. Udekorowane były kolorowymi girlandami razem z wieloma rodzajami bombek. Tak, to święta Bożego Narodzenia. Noc, w której każdy może odwiedzać się nawzajem. Noc, w której każdy może znaleźć miejsce obok innej osoby przy ognisku. Noc, w której każdy mógł być szczęśliwy z innymi. Większość była zadowolona. Nawet dorośli wyglądali, jakby mieli po pięć lat. Wszyscy mieli uśmiechy na ustach.
Oprócz niego.
Jego uśmiech wybladł jakiś czas temu, a on sam zadawał sobie co dzień pytanie, czy nie mógłby powrócić. Płatki śniegu lądujące na jego policzku nie wywoływały szczęścia, lecz ból. Jego ciało było zdrętwiałe od zimna. Nic dziwnego; jego ubranie było tak zużyte, że śnieg dotykał jego skóry. Każdego dnia było coraz ciężej utrzymać przytomność. Siedział z kolanami dociśniętymi do klatki piersiowej na zimnej ulicy. Próbował dać odpoczynek swej głowie kładąc ją na kolanach. Czasami zerkał na przechodniów. Tłumy różnych rodzajów ludzi. Starsza pani próbująca przekroczyć ruchliwą ulicę. Młoda para trzymająca się za ręce i spoglądająca na siebie nawzajem nie dostrzegając zupełnie świata zewnętrznego. Małą dziewczyna z balonem wyglądającym jak Drifloon. Wszyscy oni szli tędy. Ale nikt nie spojrzał na niego. Albo tak, ludzie byli zirytowani tym, że prawie na niego wpadli. Albo patrzeli na niego skrzywieni, myśleli, że zapyta o pieniądze lub jedzenie. Ale on nigdy nie spytał. Po prostu oglądał.
Zobaczyłem czerwonowłosą, przechodzącą dziewczynę. Miała włosy upięte w kucyk. Ubrana w swój płaszcz o niebieskim, oceanicznym odcieniu, szła szybkim krokiem przez tłum. Przypomniała mi moją dawną przyjaciółkę. Poznałem ją podczas kradzieży jej roweru, który zresztą niedługo potem popsułem. W sumie nigdy nie zapłaciłem jej za ten wypadek. Podróżowała ze mną długi czas, kiedy to właśnie zacząłem marzyć o byciu mistrzem Pokémon. Pomagała mi często i nie pozwalała, bym robił głupoty. Właściwie to zawsze traktowałem ją jak przyjaciółkę, podczas gdy inni moi przyjaciele przysięgali, że czuje do mnie coś więcej. Nie wierzyłem w to, ale okazało się, że była to prawda. Nie było tak, że odwzajemniłem jej uczucie. Po prostu
Lubiłem ją. Jak przyjaciółkę.
Kobieta maszerowała w swym stałym tempie, ale jej wzrok ślizgał się po witrynach. Nagle natrafiła na mnie... Patrzyła przez chwilę. Potem odeszła.
Rękoma przysunął kolana nieco bliżej ciała. Chciał spojrzeć w niebo, lecz jego widok był zbyt rozmyty, by dostrzec gwiazdy. Może śniegowe chmury były przed nimi. Może Wenus był nad nim..? Złączył razem swe dłonie i zażyczył sobie, by wszystko było tak, jak kiedyś. Nie myślał jednak, że jego życzenie będzie spełnione, o nie
Zobaczyłem ciemnowłosego chłopaka. Nosił ciemnoniebieski T-shirt, co było dość dziwne ze względu na pogodę. W dość dziwny sposób próbował zaimponować pięknej dziewczynie idącej obok niego. On także przypomniał mi przyjaciela z przeszłości. Zawsze był przy mnie, , nawet gdy chciałem robić rzeczy zagrażające memu życiu. Z jakiegoś powodu zakochiwał się w każdej napotkanej dziewczynie. Problemem było to, że każda dziewczyna z którą flirtował, nigdy nie była nim do końca zainteresowana. Ale nawet jeśli mógł być zupełnie rozproszony, mógł też nagle w jednej chwili spoważnieć. Był mistrzem w hodowli Pokémonów. Był także świetnym kucharzem. Chciałem zachichotać, ale moje gardło zbyt bolało.
Przeszli. Mężczyzna nawet na mnie nie spojrzał.
Człowiek ubrany w wesoły, kolorowy strój, wyszedł z jednego sklepu na ulicę. Spojrzał wkurzony na młodego człowieka. Robił histeryczne ruchy dłońmi, jakby odganiał stado os.
"Hej! Idź sobie stąd! Nie chcemy takich ludzi jak ty w takim miejscu!" powiedział donośnym głosem.
Młody człowiek podniósł powoli głowę. Spojrzał na niego smutnym, zmęczonym wzrokiem. Sprzedawca tylko zdenerwował się jeszcze bardziej. Wyglądał tak, jakby zaraz miał użyć przemocy ale nagle poczuł dłoń na swoim ramieniu.
"Zostaw go, John. On siedzi tu częściej," powiedział mrukliwym tonem.
Sprzedawca skinął głową dość zaskoczony, ale wrócił ponownie do swojego sklepu.
Chłopak westchnął i znów pozwolił swoje głowie odpoczywać na jego kolanach.
Zobaczyłem żółtego Pokémona. Wyglądał bardzo staro, ale nadal dokazywał z łatwością. Chłopiec kroczył obok niego. Mógł mieć jakieś dziesięć lat. Podekscytowany maszerował wśród innych ludzi. Ten widok przywiódł mi na myśl mojego pierwszego Pokémoan. Kiedy przyszedłem za późno, by móc wybrać startowego Pokémona, profesor pozwolił mi wybrać innego. Ten Pokémon został jednym z moich najlepszych przyjaciół. Został ze mną przez całą podróż, kiedy to ja musiałem porzucać wszystkie inne stworzonka odwiedzając kolejne regiony. Byliśmy zespołem na całe życie. Cóż, tak przynajmniej myślałem na początku.
Pokémon odwrócił głowę w moją stronę, po czym stanął.
"Pika?". Podszedł do mnie z wahaniem. Starałem się wyglądać na szczęśliwego, lecz ma twarz wciąż była odrętwiała.
"Wesołych świąt" Szepnąłem praktycznie niesłyszalnie. Wyciągnąłem dłoń do małego Pokémona. Kiedy dotknąłem go, poczułem prąd przechodzący przez moje ciało. Odsunąłem dłoń szybko. Pokémon wyglądał na rozzłoszczonego na jego czerwonych policzkach.
"Pikachuu!" chłopięcy głos zawołał z oddali. Pokémon kiwnął głową na jego słowa, po czym odszedł. Żegnaj
Powoli położył się na ziemi. Myślał, że zazna spokoju na trochę, póki ktoś nie nadepnął na jego nogę. Podniósł się w jednej chwili. Krwawił. Znowu. Położył dłonie na swych oczach. Chciał spać... Ale nie mógł. Nie tutaj, na zimnej ulicy.
Powoli cierpienie opanowywało jego ciało. Jego umysł przepełniony był bolesnymi wspomnieniami. Próbował powstrzymywać się od łez. 'Nie chcę robić tego więcej...'
Niezginające się palce zesztywniałe od zimna
Śnieg padający na twe ramiona
Twój wzrok spoczywa w dole
Kryje w sobie adorację
Malowanie ulic na biało, pozostawia ją bez śladów
Zobaczyłem wysokiego mężczyznę. Miał aksamitnie brązowe włosy. Nosił ciepły, szary płaszcz, który przywodził na myśl strój detektywa. Widać było też jego idealne ciało. Jego zielono-niebieskie oczy patrzyły na niekończące się ulice. Przywiódł mi na myśl mojego najlepszego przyjaciela jakiego kiedykolwiek miałem. Często robił wszystko co mógł, by mnie uszczęśliwić. Widywaliśmy się codziennie. Uczył mnie wielu rzeczy, zawsze był przymnie, nieważne co się działo. Obiecaliśmy sobie dwie rzeczy: Po pierwsze, spróbujemy zostać Mistrzami Pokémon razem, bez względu na wszystko. Po drugie, zawsze będziemy razem Obie te obietnice zostały złamane. Zostawił mnie z tyłu, więc staliśmy się rywalami. Zaraz po 'Silver Conference' powiedział mi, że porzuca swe marzenie o byciu Mistrzem Pokémon. Zdecydował, że zostanie badaczem, tak jak jego dziadek. Po tym wszystkim zostaliśmy przyjaciółmi, lecz nasza znajomość nigdy już nie była tak silna, jak kiedyś. Zawsze tego żałowałem. Czuję, że depresja wróciła do mnie z chwilą w której zacząłem o tym myśleć.
Mężczyzna odwrócił wzrok w moją stronę. Nagle jego wszystkie emocje zamieniły się w szok. Zatrzymał się i pozwolił, by wszyscy inni go mijali. Świat stał się cichy. Spojrzałem się na niego moimi smutnymi oczami. Stał tam przez chwilę, spokojny, nieruchomy. Następnie podszedł do mnie spokojnie. Spróbowałem spojrzeć w górę. Moja szyja zbyt bolała. Był niezwykle wysoki
Albo to ja byłem tak niski... Na szczęście pochylił się nieco, tak więc mogłem widzieć jego twarz. Twarz doskonałości. Nie mogłem znaleźć niepoprawności nigdzie, może oprócz zatroskanej bruździe na czole. Jego wzrok niemal wwiercał się we mnie, ledwo mogłem utrzymywać oczy otwarte. Szybko spojrzałem w dół
Lecz teraz zmuszony byłem ponownie spojrzeć na mężczyznę, przez jego ciepłą dłoń na moim policzku. Zamknąłem oczy: Nie odważyłem się spojrzeć na niego. Jego dłoń ześlizgnęła się z policzków na szyję i ramiona. Po tym straciłem kontakt z jego dotykiem. Nie spojrzałem w górę przekonany o tym, że już sobie poszedł. Poczułem go jednak znów, coś owinęło się wokół mnie. Było ciepłe, tak jak kołdra. Otworzyłem delikatnie oczy. Jego płaszcz. Zawiesił swój szary płaszcz na moich ramionach. Owinąłem go nieco ciaśniej. Mężczyzna wciąż stał wpół zgięty. Chciałem mu podziękować, lecz me gardło było zbyt suche. Uśmiechnął się do mnie, po czym wyprostował się i odszedł powoli.</i>
Ukryty pod płaszczem obserwował odchodzącego chłopaka. Ciepło obejmowało go. Był wdzięczny. Uśmiechnął się do wysokiego mężczyzny objętego słabymi promieniami księżyca. Zamknął delikatnie oczy. Chwilę przed tym, aż całkowicie się zamknęły, ujrzał człowieka patrzącego na niego.
'Dziękuję Ci, Shigeru.'
Zobaczyłem mdlejącego, czarnowłosego chłopaka. Owinięty był płaszczem, a na jego ustach plątał się usmiech. Przypomniał mi on cennego przyjaciela z przeszłości. Często robił wszystko co mógł, by mnie uszczęśliwić. Zostawiłem go z naprawdę głupiej przyczyny. Zostaliśmy później przyjaciółmi, lecz nie tak dobrymi, jak byliśmy na początku. Nie widziałem go już jakiś czas i prawdę mówiąc zaczęło mi go trochę brakować.
Patrzyłem na Wenus między ciemnymi chmurami na niebie.
'Ciekawie gdzie jest teraz Satoshi
'











